Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albumy zagraniczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albumy zagraniczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 kwietnia 2011

White Lies - Ritual

"Oni [White Lies - dop. Kaes] epickość mają niejako wpisaną w styl". To zdanie w zupełności podsumowuje twórczość tego zespołu. Można by się spodziewać, że to kolejny indie rockowy band, nie wyróżniający się niczym spośród rzeszy takich samych tworów. Jednak ich debiutancki album osiągnął spory sukces i zyskał fanów nie tylko w kręgu miłośników indie rocka. Ja za tym gatunkiem nie przepadam, a White Lies po prostu mnie urzekło. I w zasadzie nie potrafię powiedzieć czym. Brzmią inaczej i mają niesamowity wokal - może to dlatego. Niemniej po pierwszym albumie miałem wobec nich wysokie oczekiwania. Pierwsze przesłuchanie przyniosło lekkie rozczarowanie. Ale już przy drugim było lepiej. I z każdym następnym płyta podobała mi się coraz bardziej. Ostatecznie stwierdzam, że nie mam jej nic do zarzucenia. Niestety nie jestem w stanie też wybrać najfajniejszych utworów. Po prostu wszystkie są bardzo dobre.

OCENA: 9

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Weezer - Hurley

Weezera ciąg dalszy, czyli płyta Hurley, wydana dwa miesiące przed Death to False Metal. Płyta dłuższa i zawierająca więcej utworów, a więc teoretycznie większa szansa, że znajdzie się coś niefajnego. Ale nie, Weezer trzyma poziom. Jeden utwór mi się nie spodobał - Run Away. Pozostałe były albo dobre, albo bardzo dobre. Na szczególne wyróżnienie zasługują np. Viva La Vida, I Want to be Something, Unspoken... i może jeszcze Smart Girls. Ale zdecydowanie najlepszym utworem płyty jest Memories. Kawałek miażdży. Jeden z lepszych utworów ubiegłego roku.
A najsłabszym elementem albumu jest jego okładka. Wiąże się z nią jakaś historia chyba, coś z Lostami o ile się nie mylę. Ale ja nigdy nie lubiłem tego serialu, więc mnie to jakoś specjalnie nie interesuje.

OCENA: 8,07

niedziela, 10 kwietnia 2011

Weezer - Death to False Metal

Zespół, który poznałem wieki temu za sprawą (bardzo fajnego zresztą) kawałka Hash Pipe. Ale jakoś nigdy ich wielkim fanem nie byłem. Oczywiście, mieli dobre i bardzo dobre kawałki... Ale byli zespołem jednym z wielu. Takim, którego można sobie posłuchać raz na jakiś czas, ale na pewno nic więcej. W zeszłym roku wydali dwie płyty. I obie były zaskakująco dobre. Minimalnie bardziej podobała mi się Death to False Metal. Trochę dziwne, bo to płyta z złożona z odrzutów zgromadzonych przez lata działalności. Czyli powinno być słabo, albo najwyżej przeciętnie. A jest bardzo dobrze. Ta płyta ma naprawdę bardzo mało słabych stron. Kawałki takie jak Tuning up the radio, Losing my mind czy rozbujane i zabawne I'm a robot po prostu wymiatają. I don't want your love i Blowin' my stack też dają radę. Bardzo miłym akcentem jest cover Unbreak my heart. Hicior, który w ich wykonaniu nabiera zupełnie nowego wymiaru. Pozostałe utwory nieco słabsze, ale i tak fajnie się ich słucha. Cały album - tylko dziesięć utworów a tyle frajdy. Polecam.

OCENA: 8,1

czwartek, 2 września 2010

Crash Test Dummies - Oooh La La!

Crash Test Dummies to kanadyjski zespół folk-rockowy. Znany wszystkim głównie dzięki wielkiemu hitowi Mmm Mmm Mmm Mmm... i chyba tylko dzięki temu. Grupa ma na swoim koncie dziewięć albumów, ale wielkiej kariery nigdy nie zrobili. Niewątpliwie najsilniejszym elementem CTD jest wokalista, Brad Roberts, którego bardzo charakterystyczny, głęboki głos jest wizytówką zespołu.
W maju tego roku Crash Test Dummies wydali nową płytkę o wdzięcznym tytule Oooh La La! Album zawiera 11 kawałków i trwa zaledwie 36 minut. Mogli by się panowie nieco bardziej postarać. Chociaż z drugiej strony może i dobrze, że grają tak krótko. I tak udało im się mnie zmęczyć, więc co by było, gdybym musiał słuchać tego dłużej? Oczywiście znalazłem dwie perełki, które nieco ratują zespół - klimatyczny utwór nr 2 You Said You'd Meet Me (In California) oraz bardzo countrowy, ale przyjemny nr 9, czyli What I'm Famous For. I w zasadzie resztę albumu można sobie odpuścić. A może to po prostu nie moje klimaty? Nie wiem. Dla mnie Crash Test Dummies pozostaną zespołem jednego przeboju. Niczego więcej im nie wróżę.

OCENA: 3,18

środa, 25 sierpnia 2010

Drowning Pool - Drowning Pool

Zespół Drowning Pool został założony w Stanach Zjednoczonych w roku 1997. Wydany cztery lata później debiutancki album Sinner osiągnął duży sukces i zdobył status platynowej płyty. Pierwszy singiel promujący to wydawnictwo (utwór Bodies) jest do dziś najbardziej znanym utworem zespołu.
Muzyka Drowning Pool określana jest jako nu metal, metal alternatywny, hard rock, post grunge.

Nigdy nie byłem wielkim fanem Drowning Pool. Ot kolejny zespół rockowy, jeden z wielu. Owszem, mieli na koncie kilka fajnych kawałków (albo nawet świetnych - Bodies), ale nic więcej. Dlatego też nie spodziewałem się wiele po ich najnowszym albumie. Czekała mnie bardzo miła niespodzianka.
Drowning Pool, bo tak nazywa się album o którym mowa, to płyta bardzo żywiołowa, pełna energicznych riffów. Utwory łatwo wpadają w ucho i zostają w głowie na dłużej. Rozpoczynający Let the sin begin czy rewelacyjny More than worthless są najlepszymi wizytówkami tej płytki. Choć w zasadzie to samo mógłbym powiedzieć o większości utworów. Jak dla mnie nieco słabsze są tylko trzy utwory (Children of the gun, Alcohol blind, King zero), które i tak są dużo lepsze niż przeciętny kawałek innych zespołów grających podobną muzykę.
Album genialny. Jak do tej pory najlepsze wydawnictwo roku 2010. Gorąco polecam.

OCENA: 8,64